9 stycznia 2019 r. zmarła Marianna Bogusz

więźniarka obozu KL Ravensbruck, Pogrzeb odbędzie się 24 stycznia 2019 r. o godz. 13.30. Uroczystość pogrzebowa odbędzie się w Kościele Św. Teresy Warszawa Włochy ul. Rybnicka 27.

Poniżej fragment wywiadu z Marianną Bogusz, zamieszczony w publikacji „Odzyskać z niepamięci”
wydawca Fundacja na Rzecz Kobiet JA KOBIETA, 2010
Jak Pani trafiła do obozu?
Niemcy zabrali z tajnej szkoły na Asnyka, na Ochocie. Tam były same dzieci, więc zostawili nas na
przystanku przed kościołem św. Jakuba. Naprzeciwko była brama i piwnica, w której siedzieli powstańcy.
Pobiegliśmy do nich i siedzieliśmy z nimi dwa dni. Ale potem Niemcy dowiedzieli się o tej powstańczej
kryjówce i zaczęli wrzucać do piwnicy granaty. Trzeba było stamtąd uciekać. Z Grójeckiej aż do
Szczęśliwickiej przeszliśmy piwnicami. Chcieliśmy uciekać na Okęcie, ale niestety nie udało się.
Zostaliśmy zatrzymani przez Niemców i dołączyliśmy do tłumu, który Niemcy pędzili z Zieleniaka do
Pruszkowa. A potem do wagonów i do obozu.
– Ile Pani miała wtedy lat?
– Miałam 16 lat. Wtedy też dostałam numer, 52497. Od tej chwili nikt się do nas nie zwracał po
nazwisku, stałyśmy się numerami.
– Skąd Pani brała siłę do życia?
– Załamywały się głównie osoby, które straciły bliskich oraz te, które przebywały w obozie najdłużej.
Traciły już nadzieję, stawały się obojętne, popadały w apatię. Być może dochodziły do wniosku, że
śmierć to jedyny sposób, żeby wreszcie uwolnić się z tego piekła na ziemi?
– Modliłyśmy się razem, śpiewałyśmy pieśni religijne – robiłyśmy wszystko, żeby się nie załamać, żeby
jakoś przetrwać. Czasem człowiek myśli, czy to się naprawdę wydarzyło, czy to był jakiś koszmarny sen.
– Czy była Pani w Niemczech po wojnie?
– Tak, jeżdżę tam co roku na obchody rocznicy oswobodzenia obozu. Ja byłam pierwszy raz po wojnie w
Niemczech w sanatorium, w 1984 roku. Było nas tam wtedy 15 Polek – byłych więźniarek. Po jakimś
tygodniu pobytu zapytano nas, czy nie będziemy miały nic przeciwko, żeby dołączyła do nas grupa
niemieckich pacjentów po operacjach. Oczywiście zgodziłyśmy się na to. Personel bał się, że będzie
między nami konflikt. Przecież to nie ci ludzie odpowiadali za to, co się działo podczas wojny. Kiedyś
spotkałam się z jedną starszą Niemką, która wprost nie wierzyła, że takie rzeczy się działy w Niemczech.
Ludzie nie mieli świadomości, że kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów od ich domów były obozy
koncentracyjne.
– No właśnie. W Polsce niestety słyszy się jeszcze do tej pory głosy, że wszyscy Niemcy są winni
tragedii milionów ludzi w II wojnie światowej. Wielu Polaków jest uprzedzonych do Niemców, do
języka niemieckiego. Przykład, jaki Pani daje swoim podejściem do tej kwestii, jest bardzo cenny –
skoro Pani potrafiła wybaczyć, my tym bardziej powinniśmy.
– Wycierpiałyśmy bardzo wiele. Praktycznie każda z nas choruje, fizycznie albo psychicznie. A jeśli
chodzi o Niemców, to byli dobrzy i źli, tak samo zresztą, jak Polacy.
– Czy to, że Pani opowiada o tym, co przeżyła, pomaga? Czy dzielenie się tymi strasznymi
wspomnieniami sprawia, że łatwiej sobie z nim poradzić?
–Kiedy wspominam obóz, wszystko się we mnie trzęsie w środku. Teraz, kiedy rozmawiamy, też to
czuję. Ale wiem, że muszę o tym mówić. Młodzież musi wiedzieć, co było, musi znać prawdę, choćby
była najstraszniejsza. Nie daj, Boże, żeby się taka tragedia powtórzyła. A na świecie ciągle jest tak
niespokojnie.

Wywiad z Marianną Bogusz z roku 2016 https://www.youtube.com/watch?v=PlIdgb8R_Ng
Cześć Jej Pamięci !

Zdjęcia Monika Bajkowska