Wspomnienie - Barbara Jachniewicz

Najdroższa Basiu, gdy kilka tygodniu temu, dowiedziałam się, że w bardzo ciężkim stanie pogotowie zabrało Cię do szpitala - nie mogłam spać...

Leżałam tak w łóżku, odtwarzając w głowie nasze wspólne wspomnienia iw pewnym momencie pomyślałam o Twoich dłoniach, rękach.

Tych, które na pewno, jako mały bobas notorycznie obśliniałaś i wkładałaś sobie do buzi.

Dłoniach, które zmarznięte robiły śnieżki i rzucały nimi w rodzeństwo lub które służyły do wspólnych zabaw czy jak to w rodzeństwie bywa - przepychania i droczenia się.

Rękach, dzięki którym mogłaś przekładać kartki w książce czy zgłaszałaś się do odpowiedzi, będąc w szkole.

W trakcie Twojego dorastania, zmieniły się czasy i te same ręce, pewnego sierpniowego dnia, wyszły z piwnicy jednej z warszawskich kamienic wysoko uniesione do góry. To symbol poddania się.

Ale Ty się nigdy nie poddałaś.

Wierzę, że Twoje ręce, a przez to też ciało, zapamiętało to ostatnie dotknięcie brata Wiktora, którego rozdzielili od Ciebie w trakcie obozowej selekcji.

Nigdy więcej już go nie zobaczyłaś.

Czy było to przytulenie, a może pośpieszne złapanie za rękę?

To wiecie już tylko Wy…

Twoje dłonie przecierały łysą głowę po bestialskim obcięciu włosów w obozie Ravensbrück.

Te same, szesnastoletnie ręce zostały zmuszone do „pracy” w przy obozowej fabryce amunicji. Pamiętam, gdy opowiadałaś mi, że zamiast trzymać ciężkie naboje w dłoniach, na co nie miałaś już siły, chciałaś przełożyć je sobie tutaj, na łokcie, ale byłyście wtedy za to bite.

Pomimo tych okrucieństw i niebywałych krzywd, których praktycznie nikt nie może sobie wyobrazić - dzięki tym rękom, mogłaś zapiąć guziki w pierwszej sukience po wyjściu z obozu albo rwać tak cenny wtedy - chleb.

Te same dłonie dotykały twarzy ukochanego Janka albo łączyły się z innymi dłoniami, w tańcu.

Finalnie, te ręce przytulały swoje córki - Ewę, Jadzię, Iwonkę, Małgorzatę i zapewne plotły im warkocze albo po prostu czesały włosy.

Dzięki tym rękom wyrabiałaś ciasto na najlepsze pierogi czy szarlotkę, nie mówiąc już o zacierkach, które robiłaś dla mnie i mojej siostry.

Jeśli wspominamy o prawie najmłodszym, czwartym już pokoleniu…

Mam 176 centymetrów wzrostu i 25 lat.

Czy jesteście w stanie sobie wyobrazić, że ręce Basi, naszej Basieńki, tej KOBIETY HISTORII, były pierwszymi, które mnie wykąpały?

Małe, krzyczące wniebogłosy dziecko, które ważyło nieco ponad trzy kilogramy, obmywane dłońmi kobiety, która jako nastolatka przeszła absolutne piekło. I wyszła z niego.

Chcę wierzyć, że wtedy zostałam w pewien sposób „namaszczona” - siłą i odwagą.

To jest właśnie ten zaklęty i absolutnie niesamowity krąg życia.

Spójrzcie teraz na swoje dłonie, pomyślcie ile przeszły.

Mam nadzieję, że dzięki tej historii i w imieniu Basi będą one od teraz służyły tylko do robienia dobra.

Jest tutaj mnóstwo osób, które cierpią, przeżywają żałobę. Widzicie je.

Obejmijcie, przytulcie, złapcie za rękę. Towarzyszcie w tym trudnym czasie.

Nie martwcie się - tylko troszczcie.

A Wy, którzy musicie poradzić sobie z pustką po mamie/babci/koleżance,

po prostu, ważnej osobie, naszej Basi - nie bójcie się oprzeć o drugie ciało, drugiego człowieka.

Basieńko, a Ty się już nie bój - jesteś wolna.

Jesteś wolna.


8 marca 2021, Nika Stawicka.  


8 marca br. odbyły się uroczystości pogrzebowe śp. Barbary Jachniewicz, która przez wiele lat należała do  Klubu byłych więźniarek obozu niemieckiego KL Ravensbrück.  Powyższe  wzruszające  Wspomnienie usłyszeliśmy podczas uroczystości pogrzebowych.

Śp. Basia/ Barbara Jachniewicz na zawsze pozostanie w naszych sercach. Cześć Jej pamięci !! 

 

Zdjęcie portretowe Barbary Jachniewicz z archiwum rodzinnego autorstwa Niki Stawickiej.