Polki „króliki” z KL Ravensbrück na leczeniu w USA

Trzynaście lat od zakończenia II wojny światowej trzydzieści pięć byłych więźniarek operowanych doświadczalnie w obozie koncentracyjnym Ravensbrück przyjechało na leczenie do Stanów Zjednoczonych. Inicjatorami tej szlachetnej akcji humanitarnej byli Norman Cousins, pisarz i redaktor naczelny czasopisma „Saturday Review”, oraz Caroline Ferriday, która w USA reprezentowała francuską organizację pomocy więźniom obozów koncentracyjnych. Amerykanie sfinansowali półroczny pobyt Polek w ich kraju.  

 

Wyjazd byłych więźniarek poprzedziły długie przygotowania zarówno w kraju, jak i w Stanach Zjednoczonych. C. Ferriday nawiązała kontakt z więźniarką z Lublina Władysławą Karolewską-Łapińską, której siostra, Helena Karolewska-Piasecka, także więźniarka operowana doświadczalnie w KL Ravensbrück, mieszkała w USA. Pani Ferriday przesyłała do Lublina różnorodne materiały, między innymi mające pomóc w ubieganiu się o odszkodowania dla byłych „królików” od rządu Republiki Federalnej Niemiec. W tym czasie jednak władze Polski Ludowej nie były zainteresowane uzyskaniem rekompensat od rządu niemieckiego. C. Ferriday o pomoc w nagłośnieniu losów Polek i informacji o unikaniu przez RFN wypłaty odszkodowań dla nich zwróciła się do redaktora naczelnego „Saturday Review”. N. Cousins był wcześniej zaangażowany w projekt „Hiroshima Maidens”, dzięki któremu dwadzieścia cztery młode japońskie kobiety okaleczone w wybuchu bomby atomowej zostały poddane operacjom plastycznym w USA. C. Ferriday wysunęła pomysł zebrania się tego samego zespołu, który wcześniej pomagał poszkodowanym Japonkom. Nazwę projektu „Króliki z Ravensbrück”, jako szokującą i poniżającą podopieczne, zmieniono na „Ladies (Panie) z Ravensbrück”. Z projektem postanowiono wyjść poza Nowy Jork. Do udziału w przedsięwzięciu zgłosiły się wszystkie osoby, które uczestniczyły w projekcie „Hiroshima”.

 Jako pierwszy do Polski przyjechał N. Cousins i nawiązał kontakt z niektórymi operowanymi. Spotkania z więźniarkami zrobiły na nim wielkie wrażenie. Po powrocie do kraju napisał duży artykuł do „Saturday Review”, w którym prosił o udzielenie im pomocy. C. Ferriday do Polski przyjechała we wrześniu 1958 r., aby w imieniu swoim i N. Cousinsa nawiązać kontakt ze Związkiem Bojowników Walk o Demokrację i Ministerstwem Zdrowia w celu wytypowania operowanych na leczenie w USA.

22 września 1958 r. na badania do Warszawy przyjechały pięćdziesiąt trzy więźniarki. Powołano komisję lekarską, w skład której wchodzili nie tylko lekarze polscy, ale również profesor William M. Hitzing z USA, E. H. Benenson, dyrektor Komitetu Hiroshima, oraz fotograf Anderson. Pochodząca z Lublina Joanna Szydłowska w swoim liście do dr. Jana Sehna, który był ich opiekunem, tak opisała przebieg badań: „Każdy z profesorów referował swoje chore, fotografowano delikwentkę, zadawano parę pytań, czy pracuje, jakie ma warunki (wszystko było nagrywane na stole). Odbyło się to wszystko w błyskawicznym tempie. Potem była narada. Doktor Hitzing uważał, że dobrze nam zrobi wyjazd do Stanów. Profesorowie woleliby pomoc i leczenie na miejscu… Po południu spotkanie w świetlicy (nakryte stoły, winogrona). Profesor Hitzing badał każdej ciśnienie i tarczycę, i zadawał pytania: Czy chce jechać do Stanów? Czy ma kogoś z rodziny w Ameryce? Czy chce być w polskiej, czy amerykańskiej rodzinie? Czy może urządzić tak, by jej rodzina nie poniosła szkody, kiedy ona wyjedzie”. W ostatnim zdaniu listu J. Szydłowska napisała: „Piszę chaotycznie, bo jestem ciągle pod wrażeniem. Raptem stałyśmy się ważne i godne opieki. Boję się, że jak goście zagraniczni wyjadą, wszystko wróci do dawnych form”.

Pierwszych dwadzieścia siedem Polek przybyło do Nowego Jorku w czwartek, 18 grudnia 1958 r. Był to pierwszy wypadek od czasu zakończenia wojny bezpośredniego lotu Warszawa–Nowy Jork cywilnym samolotem amerykańskim. W przylot Polek zaangażowani byli kongresmeni pochodzenia polskiego: Jan Kluczyński, Jan Lesiński, A. Okoński, Roman Puciński, Klemens Zabłocki. Przedsięwzięciem kierował kongresmen Tadeusz Machrowicz – uzyskał zgodę departamentu stanu oraz Civil Aeronautica Board na sprowadzenie byłych więźniarek Ravensbrück wprost z Warszawy. Kongresmen T. Machrowicz zaznaczył, że akcja ta to „nie tylko wielka przysługa ludzkości, ale i dobra rzecz dla Stanów Zjednoczonych, których dobre imię rozniesie się po świecie”. Jak zauważono, był to czyn, który wzmacniał więzi przyjaźni z polskim społeczeństwem. W Nowym Jorku zawiązał się specjalny komitet składający się z Polek w celu powitania rodaczek. Zebrał się 20 grudnia 1958 r. w auli Carnegie Endowment for International Peace, naprzeciw siedziby ONZ. Ze względu na rozmiary sali wejście na spotkanie było możliwe wyłącznie z zaproszeniami. Druga grupa Polek przyleciała do USA w marcu 1959 r. Przelot sfinansowała kampania lotnicza Pan American World Airways. Po świętach Bożego Narodzenia Polki zostały podzielone na mniejsze grupy i skierowane do dziesięciu miast na leczenie. Część pozostała w Nowym Jorku, inne wyjechały do: Bostonu, Los Angeles, Chicago, Detroit, Cleveland, Phoneix, Birmingham, Columbus i Fall River. Organizacja Catholic Relief Service dała fundusze na doraźne wydatki podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Komitet nie tylko zapewnił opiekę lekarską i szpitalną, ale wyszukał rodziny amerykańskie, które przyjęły byłe więźniarki do swoich domów.

Pobyt Polek wzbudził wśród Amerykanów duże zainteresowanie, także wśród Polonii. Prasa polonijna i amerykańska rozpisywała się o byłych więźniarkach i ich przeżyciach obozowych. Chicagowski „Dziennik Związkowy” 11 lutego 1959 r. pisał: „K. Wilgat »królik z Ravensbrücku« bawi w Chicago w przejeździe. Opowiedziała ona wczoraj na konferencji prasowej o sadystycznych eksperymentach pseudomedycznych, jakie hitlerowscy lekarze dokonywali na 74 Polkach w obozie koncentracyjnym w Ravensbrücku”. Dalej autor artykułu pisze: „Jest nią pani Krystyna Czyż-Wilgat, asystentka geografii na Uniwersytecie Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Liczy ona obecnie 35 lat i jest matką dwojga dzieci. W roku 1941, gdy miała 17 lat, została aresztowana przez gestapo w Lublinie”. Natomiast w „Dzienniku Chicagoskim” K. Czyż-Wilgat w wywiadzie oświadczyła, że „pobyt polskich »króliczek« w Ameryce wywołał dookoła ich sprawy wielkie zainteresowanie, choć z wywiadów prasowych oraz rozmów z Amerykanami odniosła ona wrażenie, że wielu Amerykanów nie ma jeszcze pojęcia o okropnościach obozów koncentracyjnych, a szczególnie kobiecego obozu w Ravensbrück”. Dzięki staraniom N. Cousinsa o pobycie Polek w USA i ich tragicznych losach obozowych dowiedziała się cała Ameryka. Zapraszane były przez różne miasta i organizacje i zawsze wizytom tym towarzyszyła prasa. Byłe więźniarki zostały przyjęte w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych przez dr. Egona Schwelba i dr. Johna Humphreya, sekretarzy praw człowieka przy ONZ. Najważniejszym wydarzeniem była wizyta 19 maja 1959 r. w Senacie USA. Zebrani przywitali je na stojąco. Z tej okazji przemawiało sześciu senatorów, wśród nich emocjonalną mowę wygłosił senator polskiego pochodzenia Edmund Muskie. Powołując się na polskie korzenie, wyraził głęboki podziw dla bohaterstwa swych rodaczek. Domagał się, by Ameryka podjęła stanowcze kroki wobec RFN w celu przyznania odszkodowań. Amerykanie oburzeni postępowaniem rządu Republiki Federalnej Niemiec wobec operowanych Polek domagali się od władz amerykańskich zdecydowanych działań wobec rządu niemieckiego, które w późniejszym czasie przyniosły pozytywne skutki.

Polki ze Stanów Zjednoczonych powróciły do kraju w drugiej połowie 1959 r.

N. Cousins po latach napisał we wspomnieniach: „Nic nie dawało większej satysfakcji niż widzenie, jak zmieniają się duchowo i fizycznie. [Pochodząc] z grupy, która została odrzucona przez historię, kobiety te doświadczyły miłości i znów połączyły się z rodzajem ludzkim. Nie można było cofnąć urazów, jakich doświadczyły, ale otrzymały najlepszą opiekę medyczną, jaką ten kraj mógł zaoferować. Można się było wzruszyć, gdy się obserwowało, jak przygotowując się do powrotu do Polski, były już w stanie cieszyć się i śmiać”.

Barbara Oratowska

Zdjęcie: Pożegnanie na lotnisku w Warszawie grupy byłych więźniarek z KL Ravensbrück, przed odlotem do USA, grudzień 1958 r. Pierwsza z prawej Władysława Karolewska-Łapińska.